4 Obserwatorzy
5 Obserwuję
Edeita

Światy z półki

Recenzje książek. Jestem również na platformie blogspot.

 

www.swiatyzpolki.blogspot.com

Legenda. Patriota

Legenda. Patriota - Marie Lu Obecna literatura dla młodzieży w większości wypadków zawiera swego rodzaju bunt. Raz jest to sprzeciw wobec rodziców, a innym razem walka o wolność kraju. W trylogii Legenda z początku nie zapowiadało się na nic innego, niż ujmujący romans z wojną w tle. Jednak w tej serii jest wyjątek potwierdzający regułę – druga część była lepsza od pierwszej. Poruszyła temat polityki, która nawet ładnie zgrała się z uczuciami bohaterów i nie można było się przyczepić do zwykłej ckliwości. A jak się ma do tego ostatnia część trylogii pt: Patriota? Od akcji drugiego tomu mija osiem miesięcy. June jest Princeps-Adeptką i niemalże przez cały czas towarzyszy nowemu Elektorowi Andenowi. Day zaś pomimo tego, iż zgodził się wspierać rząd Republiki, nie chce, by jego brata Edena poddano badaniom, które mogłyby zapobiec szerzeniu się epidemii. Jednak wszystko się zmienia, kiedy nadchodzi realne zagrożenie ze strony Kolonii. By uratować Republikę, należy zdobyć poparcie Antarktydy – jednak jest jeden warunek. Republika musi wynaleźć antidotum na chorobę, którą stworzyła sama, a Kolonie ją zmodyfikowały. Ta sytuacja doprowadziła do ponownego spotkania June i Day’a, których uczucie nadal rozkwita, pomimo wydarzeń z niedawnej przeszłości. Akcja powieści jest płynna. Prosty język oraz dynamiczna fabuła sprawiają, że książkę czyta się lekko i przyjemnie. Polityczne aspekty tego tomu nie są skomplikowane, a nawet w pewnym sensie przewidywalne. Myślę, że autorka mogła troszkę tutaj bardziej pokombinować, by nie stało się to nudne. Jednak (najwidoczniej) jest to spowodowane tym, że większość uwagi pisarki skupia się mimo wszystko na miłości June i Day’a z dodatkiem nowego Elektora Andena, co daje nam trójkąt miłosny, który stał się standardem… Ale o tym później. Jak już wspomniałam polityka w książce do ciekawych nie należy. Są tutaj chwyty, które są typowe dla amerykańskich produkcji filmowych o miłości w czasach konfliktów państwowych. Autorka sięga po proste rozwiązania, czego chociażby dowodem jest pierwsza rozmowa Day’a z Kanclerzem. Wiem, że wykorzystanie czyiś uczuć do wykorzystania własnych celów jest okrutne, jednak widziałam/czytałam wiele podobnych scen i, niestety, nie wywierają na mnie już takiego wrażenia, jakie powinny. Wytnijmy jednak na chwilę tą politykę i zajmijmy się niejakim trójkątem miłosnym. O ile w pierwszej części, pomimo jej małej ambicji, ceniłam sobie to, że rozkwita uczucie tylko i wyłącznie pomiędzy obojgiem ludzi, tak tutaj zawiodłam się po całej linii. Wprowadzenie zakochanego Andena, wydaje mi się być nie na miejscu i prowadzi do niepotrzebnego zamieszania. Ponadto ten „trójkąt miłosny” od początku swojego istnienia nie miał racji bytu, bo i tak było wiadome, że June po uszy się zakochała w Dayu. Wydaje mi się, że jeżeli pisarka bardzo chciała niezwykłej, nierozerwalnej miłości między dwojgiem, to mogła przede wszystkim pokazać, jak to wspaniałe uczucie może dojrzeć w obliczu wojny, bez potrzeby osoby trzeciej. Myślę, że to czyniłoby książkę bardziej ciekawszą na tle typowych wymogów literatury młodzieżowej. Niestety, teraz liczą się tylko pieniądze, za co literatura również płaci. A teraz zostawmy w spokoju samą fabułę i zajmijmy się sprawami powierzchownymi. Okładka, w moim mniemaniu, pozostawia wiele do życzenia. Jako, że miałam okazję zobaczyć jej oryginalną wersję, śmiem powiedzieć, że wydawnictwo troszkę się nie postarało. Sam kontur róży na czerwonym tle, nie jest w stanie przyciągnąć potencjalnego czytelnika. Gdyby chociaż zostawiono tą dziurę po kuli, to już by było znacznie ciekawiej. Fakt, skromność też może być piękna, jednak tu jest wręcz przesadzona. Nad samym wyglądem ubolewałam jeszcze przed zakupem i teraz, kiedy mam ją przed sobą, na mojej twarzy również pojawia się lekki grymas, widząc okładkę oryginalną. Nadszedł kres mych żalów. Czytając dwie pierwsze części trylogii Legenda miałam niejaka nadzieję, że być może wyrośnie z tego coś nietuzinkowego, biorąc pod uwagę fakt, że Rebeliant i Wybraniec znacznie się od siebie różniły. Patriota wszystko zniszczył. Autorka, niestety nie wykorzystała potencjału stworzonego świata na tyle, by stał się on ambitny i wyrastał ponad komercyjność. Zawiodłam się. Naprawdę spodziewałam się więcej, jednak jak to mówią: „Nadzieja matką głupich”. swiatyzpolki.blogspot.com